Podziel się wrażeniami!
Po opuszczeniu Teb, czyli tych miejsc, które się na nie składały w programie naszej egipskiej wyprawy, zarówno na wschodnim jak i zachodnim brzegu Nilu, ruszyliśmy wieczorem jeszcze tego samego dnia w rejs Nilem do Asuanu. Następnego dnia zaplanowany był poranny postój w Edfu, a naszym celem była wspaniała świątynia Horusa.
Świątynia Horusa została wzniesiona na miejscu dawnej świątyni z okresu Młodego Państwa. Jej założycielami i budowniczymi byli faraonowie z dynastii ptolomejskiej. Początek budowy miał miejsce za panowania Ptolomeusza III (237r. p.n.e.), a zakończono za panowania Ptolomeusza XII (ok. 60r. p.n.e.). W roku 1860 świątynię odkopano z piasków pustyni za sprawą francuskiego archeologa Augusta Mariette’a. Swój wspaniały stan świątynia zawdzięcza być może właśnie temu, że przez wieki niemal zniknęła zasypana przez pustynię i nikt jej ani nie burzył, ani nie rozkradał. W porównaniu do świątyń w Luksorze, Karnaku, czy Medinet Habu - zachowała się niemal idealnie, prawie nietknięta zębem czasu, wyjąwszy nieliczne, małe uszkodzenia.
Dla celów niniejszego opowiadania wyodrębniłem z mojego sporego zbioru „tylko” 61 zdjęć. Miałbym wielki ból, gdybym musiał jeszcze mocniej ograniczyć tę prezentację, bo i tak już musiałem odrzucić wiele zdjęć podczas wstępnej selekcji. „Zaszalałem” i dlatego opowiadanie podzieliłem na dwie części.
Stojąc przed frontem świątyni widzieliśmy ogromne pylony, z których tylko lewy miał widoczne z dołu ubytki w części dachowej, a brama i jej zwieńczenie były nadal takie, jak je zbudowano, z wyjątkiem śladów erozji.
Reliefy nad bramą noszą widoczne ślady usuwania. Nie jedyny to przypadek w egipskich świątyniach, że po śmierci faraona ktoś starał się wymazać pamięć o nim.
Reliefy na pylonach są jednak, jak się zdaje, nietknięte.
Po obu stronach przy bramie stoją posągi Horusa, przedstawianego tu pod postacią sokoła. Czasem wizerunkiem Horusa bywał człowieka z głową sokoła.
Wchodzimy w bramę i od razu uderza nas widok hieroglifów, w niemal idealnym stanie, pokrywających ściany i sklepienie. Idealnych, z wyjątkiem miejsca, gdzie ponownie dała o sobie znać mocna niechęć do faraona.
Stoimy na progu wewnętrznego dziedzińca. Przed nami główna część świątyni. Spoglądam potem w prawo i w lewo i nadziwić się nie mogę, że poza niewielkimi wyszczerbieniami, gzymsów, czy parapetów - wszystko jest całe.
Kolumnady obejmujące dziedziniec trzema skrzydłami, zamknięte są od góry kamiennymi sklepieniami na całej długości.
Miejsce działa na moją wyobraźnię. Gdy na moment dziedziniec pustoszeje, spojrzenie wzdłuż kolumnady przywołuje w myślach wyobrażenie procesji kapłanów egipskich z ogolonymi głowami, w białych szatach, kroczących majestatycznie do sanktuarium. Ale ponowny widok grupki turystów zakłóca tę wizję, więc znowu jestem w XXI wieku.
Podziwiam wspaniałe kształty kapiteli. Usiłuję znaleźć dwa identyczne. Nic z tego. Każdy jest inny. To prawdziwe dzieła sztuki.
Ściany głównego budynku są pięknie ozdobione reliefami. Jest jednak wiele uszkodzeń. Być może to erozja.
Przy wejściu witają nas dwa posągi Horusa.
Sala hypostylowa. Odkąd Champollion odczytał hieroglify, te wszystkie napisy pomogły odsłonić mroki przeszłości.